Brytyjski model wspierania elektrowni jądrowej w Polsce?, wnp.pl.

Jedną z form wsparcia dla elektrowni jądrowej w Polsce może być system kontraktów różnicowych, z którego będzie korzystał EdF w Wielkiej Brytanii przy projekcie Hinkley Point C – mówi Wojciech Hann, szef zespołu środkowo-europejskiego energetyki i zasobów w Deloitte.

Czy można mówić o spowolnieniu w realizacji programu rozwoju energetyki jądrowej w Polsce? Z czego ono wynika?

- Uzasadnieniem tego spowolnienia jest niepewność rynkowa co do tego, jak ten program finansować. Ważnym powodem opóźnień jest również optymalne podejście do dosyć skomplikowanego procesu, jakim jest jednoczesne pozyskanie partnera technologicznego i partnera finansowego.

Faktem jest, że do czasu konferencji prasowej premiera Donalda Tuska, jaka miała miejsce po jego spotkaniu z ministrem gospodarki Januszem Piechocińskim i prezesem PGE Krzysztofem Kilianem nie było jasne, czy entuzjazm rządu związany z programem rozwoju energetyki jądrowej jest taki, jaki był 3-4 lata temu. Wydaje się, że ta konferencja dostarczyła jasnego przekazu, że nadal jest poważne zainteresowanie tym programem ze strony rządu. Czekamy więc na dalsze kroki.

Niewątpliwie całość programu jądrowego przesuwa się w czasie. Został wybrany doradca środowiskowo-lokalizacyjny, czyli Worley Parsons, co jest dobrym krokiem. Nie oceniam decyzji, czy powinien zostać wybrany ten czy inny doradca, ale sam fakt, że doradca środowiskowy został wybrany. To jest pozytywny krok, ponieważ daje nadzieję na to, że prace nad programem jądrowym będą rozwijane. Nie wiemy jednak, kiedy zostanie ogłoszony przetarg na dostawcę technologii i finansowanie elektrowni jądrowej.

Krzysztof Kilian, prezes PGE, powiedział, że budowa elektrowni jądrowej będzie wymagała wsparcia ze strony państwa. Na czym takie wsparcie mogłoby polegać?

- Coraz bardziej jasne jest to, że program rozwoju energetyki jądrowej w jakimkolwiek kraju, a zwłaszcza w tym takim jak Polska, który rozwija go prawie od zera, musi mieć bardzo przemyślany system wsparcia ze strony rządu. Bez tego systemu wsparcia realizacja programu jądrowego się nie uda. System wsparcia ze strony rządu, jak to podkreślało wielu istotnych graczy w tym obszarze jak Krzysztof Kilian czy prezes Tauronu Dariusz Lubera, nie musi być systemem dosypywania pieniędzy z państwowej kasy. To być może byłoby najprostsze, ale jest to trudno wyobrażalne w sytuacji rygorystycznych przepisów ograniczających pomoc publiczną w UE.

Jedną z form wsparcia dla elektrowni jądrowej może być system kontraktów różnicowych, z którego będzie korzystał EdF w Wielkiej Brytanii przy projekcie Hinkley Point C.

Na czym polega system kontraktów różnicowych?

- To dość złożony program. Możemy oceniać na razie tylko jego założenia. W tym programie ważna jest cena referencyjna (strike price). Jeżeli cena referencyjna jest wyższa niż cena energii, jaką na rynku uzyskuje operator elektrowni, to otrzyma on powstałą różnicę. Ta dopłata byłaby rozliczana przez podmiot posiadający gwarancje rządowe. Możliwa byłaby też sytuacja odwrotna, kiedy cena referencyjna będzie niższa niż cena, za jaką operator elektrowni jądrowej sprzedaje energie. W takim przypadku on oddawałby powstałą różnicę.

Kluczowe jest jednak w moim przekonaniu coś innego - ze wsparcia systemu kontraktów różnicowych w Wielkiej Brytanii korzystać ma w założeniu nie tylko energetyka jądrowa, ale także inne technologie, których okresy spłaty są długie i istnieje duże ryzyko, że te technologie nie będą mogły liczyć na zainteresowanie ze strony inwestorów prywatnych, a są one jednak pożądane z sektorowego czy ogólnogospodarczego punktu widzenia. System kontraktów różnicowych, ze zdefiniowaną ceną referencyjną, obejmować miałby m.in. farmy wiatrowe off shore, być może także technologie solarne.

Każdy z potencjalnych beneficjentów tego systemu będzie miał w założeniu określony czas, po upływie którego będzie musiał funkcjonować na zasadach w pełni rynkowych. Czas wygaszania wsparcia będzie dopasowany do etapu rozwoju danej technologii.

Jaka forma wsparcia byłaby optymalna dla Polski?

- Trudno jeszcze określić, jaki byłby optymalny model dla Polski. Mam nadzieję, że takie analizy są prowadzone, byłoby błędem czekanie na to, co zrobią Brytyjczycy, aby potem skopiować te rozwiązania do Polski. Być może rozwiązań brytyjskich nie da się skopiować 1:1, w związku z czym należy rozpocząć prace nad systemem wsparcia już wcześniej. Rozumiem, że podejście jest trochę takie, że mamy do czynienia z papierkiem lakmusowym , który jeżeli zostanie zaakceptowany w "wersji brytyjskiej" przez Brukselę będzie stanowić silna poszlakę, że to schemat możliwy do zastosowania.

Mamy dwa inne empiryczne przykłady tego, jak można budować elektrownię jądrową w UE: jeden to przykład Finlandii i bloku Olkiluoto III, a potencjalnie także Olkiluoto IV, a drugi to przykład Francji i bloku we Flamanville. W obu tych przypadkach nie ma mowy o kontraktach różnicowych. We Francji mamy do czynienia z olbrzymim bilansem EdF i długoterminowym kontraktem na odbiór energii opartym o ceny rynkowe. Wielkość bilansu EdF pozwala na wzięcie na siebie ryzyka finansowania tak kosztownego projektu. W przypadku Finlandii mamy do czynienia z misterną konstrukcją, w której akcjonariusze projektu, których jest kilkuset, gwarantują odbiór energii z bloku po jego wybudowaniu. Ryzyko jest ponoszone w małych częściach przez każdego z akcjonariuszy. Obawiam się, że żaden z tych dwóch modeli w prosty sposób nie może być przeniesiony do Polski. Być może elementu modeli fińskiego mogłyby być przeniesione do Polski, ale projekt brytyjski jest o tyle ciekawy, że gwarantuje długoterminową stabilność cen energii. Nie mówimy o cenach bardzo wysokich, lecz o cenach wystarczających na to, aby ten projekt mógł się bezpiecznie spłacać.

To czego należałoby sobie życzyć w Polsce, to zastanowienie się, czy taka konstrukcja w Polsce mogłaby być zastosowana, a jeśli tak, to na jakich warunkach.

Jak Pan ocenia kwestie nadzoru jądrowego?

- Obszar wzmocnienia kompetencji i zasobów regulatora jądrowego to jeszcze jeden obszar, o którym niewiele się mówi, a powinno. W ostatecznym rachunku ten spektakl będzie się odbywał pomiędzy czterema aktywnymi aktorami, którymi będą PGE oraz partnerzy kapitałowi z Polski lub z zagranicy. Trwają rozmowy z partnerami polskimi, być może rozpoczną się rozmowy z potencjalnymi partnerami z zagranicy. Drugim silnym aktorem będzie rząd i URE, włączony - to kwestia otwarta - w problem ewentualnych regulacji związanych z długoterminową stabilizacją cen. Trzecim bardzo istotnym aktorem będą dostawcy technologii i sprzętu. Czwartym aktorem jest niezależny regulator jądrowy. Ktoś musi być przygotowany do przeanalizowania ogromnej dokumentacji, które zostanie złożona po ogłoszeniu przetargu na wybór technologii dla elektrowni jądrowej. Ktoś będzie musiał być dla potencjalnych dostawców technologii oraz dla PGE autorytatywnym partnerem, będącym w pewnym sensie adwokatem państwa - adwokatem nas wszystkich.

To zadanie, po rezygnacji z tworzenia Agencji Energetyki Jądrowej, będzie musiało spoczywać na barkach Państwowej Agencji Atomistyki i nie wyręczy jej w tym żadna z cieszących się wielkim dorobkiem instytucji badawczych takich jak NCBJ czy też będący ważnym ośrodkiem koordynującym po stronie administracji państwowej, Pełnomocnik Rządu ds. Energetyki Jądrowej.
Należy przy tym uniknąć sytuacji z Finlandii, gdzie dużo czasu minęło zanim regulator, dostawca technologii i inwestor zaczęli mówić wspólnym językiem.

Autor: Dariusz Ciepiela
Źródło: WNP.PL


 

Kalendarz wydarzeń

Mon Tue Wed Thu Fri Sat San
  1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
O portalu | Korzystanie z serwisu | Kontakt w sprawie partnerstwa | Zastrzeżenia prawne

Wszystkie materiały są objęte prawem autorskim. Przedruk, powielanie, dystrybucja lub w innej, jakiejkolwiek formie, przetwarzanie, bez zgody Wydawcy jest zabroniony. Działania wbrew powyższym zapisom skutkują odpowiedzialnością karną wynikającą z prawa autorskiego i praw pokrewnych.
Copyright © 2010-2016 by elektrownia-jadrowa.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.